Konferencja Anny Rastawickiej z XI Ogólnopolskiej Pielgrzymki PMK PDF Drukuj Email

MARYJA NA STRAŻY WIARY OCHRZCZONEGO NARODU

W NAUCZANIU KARDYNAŁA STEFANA WYSZYŃSKIEGO

Konferencja Anny Rastawickiej

Co to znaczy, że Maryja stoi na straży naszej wiary? Czy tak jak strażnik na progu naszego serca, naszej Ojczyzny? Wiadomo, że nie.

Maryja jest u samego źródła wiary. Ten właśnie najgłębszy, teologiczny wymiar macierzyńskiej misji Maryi podkreślał Ksiądz Prymas Wyszyński.

Ukazywał Maryję jako nadzieję, którą już w raju zapowiedział Bóg, zrozpaczonemu człowiekowi. Położę nieprzyjaźń między tobą – mówi Bóg do szatana – a Niewiastą, między potomstwem twoim, a potomstwem Jej. Odtąd ludzkość czeka na przyjście zapowiedzianej Niewiasty.

A gdy przyszła pełnia czasu Ojciec Niebieski posyła do Maryi Anioła – Zwiastuna. W chwili Zwiastowania Bóg pochyla się nad światem, a cała ludzkość w osobie Maryi wychodzi Mu naprzeciw. Maryja nie była w tym momencie „biernie” poddana Bogu, odtąd całym życiem współdziałała z Nim dla zbawieni ludzi. Konstytucja Dogmatyczna o Kościele Soboru Watykańskiego II mówi:

„Poczynając, rodząc, karmiąc Chrystusa, ofiarowując Go w świątyni Ojcu i współcierpiąc z Synem umierającym na krzyżu, w szczególny zaiste sposób współpracowała z dziełem Zbawienia przez wiarę, nadzieję i miłość żarliwą dla odnowienia nadprzyrodzonego życia dusz ludzkich. Dlatego to stała się nam Matką w porządku łaski”.

Odtąd Maryja stoi na straży naszej wiary, której centrum jest Jezus Chrystus Jej Syn. Syn Ojca Niebieskiego i Jej – Maryi.

Rozważając wielkie misterium Zwiastowania, Ksiądz Prymas podkreśla macierzyńskie ogarnięcie Nieogarnionego. „Któż pomógł Mu do tego, aby stał się widzialny? Musiał otrzymać jakąś właściwość materialną, która Niewidzialnego uczyniła widzialnym. Staje przed nami Maryja, Ta, która uwierzyła – Beata, quae credidisti. Ona pierwsza uwierzyła w to, że Niewidzialny może stać się widzialnym. To wszystko stało się w Nazaret (…) Nieogarniony, nie dający się ująć, chciał być pochwycony i ogarniony. Przez kogo? Naprzód przez Maryję! Ona Go pierwsza ogarnęła, pochwyciła i przytrzymywała w sobie. Ona Go zatrzymała w jakimś „biegu bez biegu” (…) Ten, którego Niebiosa ogarnąć nie mogą, naraz został ogarniony! On chciał być ogarniony, chciał być przechwycony i chciał być przytrzymywany , niejako uwięziony przez człowieka. (…) Zapragnął być skrępowany, przytrzymywany najdelikatniejszymi, jakie mogą być na świecie więzami, bo… przez Matkę”. To było według Księdza Prymasa pierwsze oddanie się Maryi w niewolę.

Rozważając głębię wiary Maryi, możemy pomyśleć: Ona mogła tak wierzyć, ponieważ była Niepokalanie Poczęta, nieskażona grzechem. Ale Ewa i Adam tez byli stworzeni przez Boga bez grzechu. A jednak zwątpili, nie zawierzyli Bogu, Jego dobroci i miłości. Nie przetrwali próby. Czy Maryja nie miała wielu trudnych prób wiary? Zwiastowanie? Być matką będąc dziewicą? Anioł odszedł, a Ona została ze swoją tajemnicą. Józef nie wiedział co zrobić!? Czy Bóg nie mógł poczekać, aż zamieszkają razem? Nie byłoby problemu. Dopiero we śnie św. Józef słyszy: „Nie boj się przyjąć Maryi /…/ Z Ducha Świętego jest to, co się w Niej poczęło”. A Boże narodzenie? W drodze, w grocie dla zwierząt. Nie zwątpić, że Bóg swojemu Synowi nie zapewnił lepszych warunków? Przynajmniej domu, nie mówiąc już o porządnej klinice. Nie zapytać: Dlaczego? A ucieczka do Egiptu, do kraju niewoli? A towarzyszenie Jezusowi na drogach apostolskich? Z daleka, w tłumie…

Kiedy jednak ma się stać pierwszy cud w Kanie galilejskiej, Maryja jest blisko. Ten pierwszy cud jest na Jej prośbę. Tak opisuje to wydarzenie w jednej z konferencji Ksiądz Prymas Wyszyński:

„Wymowna i pełna treści jest opowieść z Kany Galilejskiej o zatroskanych uczestnikach godów weselnych. Wina zabrakło… Nie zdołają uczynić nic najlepsi nawet przyjaciele oblubieńca. Mogą tylko patrzeć ze współczuciem na jego niepowodzenie u progu nowego życia. Niechętni zaś mogą wziąć zatroskanych na języki, posądzić ich o skąpstwo. Ale dostrzega to niezwykle uważna i czuwająca Dziewica i Matka – Maryja. Jej oczy oceniają trudną sytuację. Spogląda nieśmiało ku Synowi. Zna Go dobrze. Któż lepiej znał Jezusa jak nie Ona – Matka i Służebnica Pańska? Spogląda nieśmiało. Wie, ze Chrystus może działać bez Jej słów. Wie, że On zna czasy i chwile, które postanowił Bóg w programie działania dla swojego Syna”.

Podpowiada tylko: „Cokolwiek Wam powie, uczyńcie”.

„Coś się dzieje. Krzątają się słudzy, noszą wodę, o którą tak trudno w Kanie, napełniają stągwie. Czuwa nad tym Matka Chrystusowa. A później – nikt już niczego nadzwyczajnego nie dostrzega. To co się dzieje w stągwiach tajemniczą mocą Chrystusa, który zda się odmawiać prośbie swej Matki, a jednak działa i sprawia, że woda staje się dobrym winem – to dokonuje się w niezwykłej dyskrecji. Niedostrzegalna cisza otacza misterium przemiany. Skoncentrowana uwaga Matki, synowska ustępliwość Jezusa jest tajemnicą Tych Dwojga. Nikt tej tajemnicy nie rozezna. Nie dowie się nawet gospodarz wesela. Słudzy wiedzą, że napełnili stągwie wodą, ale skąd się wzięło wino – nie wiedzą…”

Maryja wiedziała. Ale nie obyło się bez próby wiary: „Czyż to moja lub Twoja sprawa Niewiasto?”

I wtedy uwierzyli uczniowie Jezusa. Bóg chciał współdziałania Matki u początku publicznej działalności Jezusa. Potrzebne było Jej Pośrednictwo, aby uwierzyli.

Ksiądz Prymas Wyszyński podkreśla głębokie, świadome współdziałanie Maryi z Jezusem, szczególnie w czasie Jego męki. To była największa próba wiary.

„Pod krzyżem do końca wierna pozostała – tylko Matka. Stała i wytrwała do końca! Tyle ludzi zdradziło Chrystusa, nawet Ci wybrani, uprzywilejowani, ale gdy oni uciekli, Maryja została. Wielu znalazło się na pogrzebie, inni dopiero po Zmartwychwstaniu. Tak skutecznie rozproszył ich szatan! Ale nie dotknął on Tej, która okazała się absolutnie wierna swemu Synowi. (…)

A więc Maryja współdziałała w Odkupieniu, jak Ewa w upadku. Współdziałanie Maryi było bliskie, intensywne, skuteczne. Ona działała dla Odkupienia przez całe życie i wychowywanie Jezusa, ale nade wszystko pod krzyżem. Wszystko, co godziło w Jezusa, dotykało Maryję. Tak samo jest i dzisiaj. (…)

Bezmierne męki Ciała Chrystusowego były mękami ducha Maryi. Przecie Ona to ciało wypielęgnowała, wszystko więc, co w nie godziło, musiało i Ją niewymownie dręczyć. Dziewica cierpiące, przeżywała mękę razem z umierającym, uznojonym Bogiem”.

Kardynał Wyszyński uważał, że Maryja do głębi rozumiała konieczność ofiary Chrystusa. Taka była wola Ojca, taka była wola Syna. „Nie można więc przypisywać Maryi jakiejkolwiek próby odwodzenia Chrystusa z tej drogi. Ona chciała, aby nią poszedł, bo chciała, aby wypełniła się wola Ojca. Mówi się słusznie, że Maryja wycierpiała przez mękę Syna więcej niż wszyscy męczennicy wszystkich wieków.

Maryja poczęła Syna bez boleści, ale tu, pod krzyżem, odcierpiała swoje macierzyństwo. W Betlejem dała światu Baranka bez skazy, tu – Odkupienie. Tu na Kalwarii dokonało się Jej nowe macierzyństwo! Tam była Matką Jezusa Chrystusa, tu Matką odkupionej ludzkości, Matką wygnańców, Synów Ewy. To nowe macierzyństwo musiało być i było bardzo bolesne.

Dlatego Maryja prawdziwie stoi na straży naszej wiary, ale to wymaga także naszego współdziałania. „Śmierć i życie muszą w nas stanąć do straszliwego pojedynku. I my musimy oddać z siebie bardzo wiele – wszystko – gdy chcemy współdziałać z Maryją i Jej prawdziwie pomagać”. Nie ma dobra, nie ma wierności Bogu bez ofiary. Maryja jest dla nas wzorem konsekwentnej, heroicznej wiary, ale jest też Matką, która nas na tej drodze wspiera.

W Konstytucji Dogmatycznej o Kościele czytamy: „To zaś macierzyństwo Maryi w ekonomii łaski trwa nieustannie – poczynając od aktu zgody, który przy zwiastowaniu wiernie wyraziła i którą zachowała bez wahania pod krzyżem – aż do wiekuistego dopełnienia się zbawienia wszystkich wybranych. Albowiem wzięta do nieba, nie zaprzestała tego zbawczego zadania, lecz poprzez wielorakie swoje wstawiennictwo ustawicznie zjednuje nam dary zbawienia wiecznego. Dzięki swej macierzyńskiej miłości opiekuje się braćmi Syna swego, pielgrzymującymi jeszcze i narażonymi na trudy i niebezpieczeństwa, póki nie zostaną doprowadzeni do szczęśliwej ojczyzny”. (KK.62)

Naród polski od początku doświadcza macierzyńskiej obecności i pomocy Maryi. W najtrudniejszych momentach naszej historii Maryja zawsze była dla nas nadzieja i ratunkiem. Od wieków Polska w szczególny sposób związana jest z Matką Bożą. „Od początku naszych dziejów, od chrztu mieszkowego potrzebowaliśmy Matki. Toteż od samego początku czuwa nad nami Matka Chrystusowa, jak czuwała nad żłóbkiem Jezusa i nad kolebką Kościoła świętego.

Pierwsze polskie katedry i kościoły są pod jej wezwaniem. To jakby maryjna kołyska chrześcijańskiej Polski. Jak pierwszym wyrazem, które dziecko wypowiada, jest «mama», tak i my mieliśmy swoje pierwsze, dziecięce, narodowe wołanie, gdy naród nasz zaczął w chatach i na polach bitew pieść: «Bogurodzica Dziewica, Bogiem sławiona Maryja»”.

Spotęgowaniem wiary w obecność Maryi w życiu naszego ochrzczonego Narodu było ogłoszenie Maryi Królową Polski 1.IV.1656 roku, po cudownej obronie Jasnej Góry przed potopem szwedzkim. Ksiądz Prymas często nawiązywał do tego historycznego aktu, którego dokonał król Jan Kazimierz, w katedrze lwowskiej. Uważał, że ten królewski akt powinien być w naszych czasach ponowiony przez cały Naród.

Cześć dla Matki Najświętszej jednoczyła Polaków w okresie zaborów. Ojciec Święty Jan Paweł II powiedział na Jasnej Górze: „Tutaj zawsze byliśmy wolni”, bo „serce Narodu bije w sercu Matki”.

Gdy po II wojnie światowej przyszła na Polskę kolejna niewola – komunistyczna, umierający kard. August Hlond, wskazał na Maryję jako nadzieję zwycięstwa. Te słowa zapadły głęboko w serce kardynała Stefana Wyszyńskiego, naszego założyciela. Mówił on: „Dla takiej pracy niewątpliwie potrzebna była światłość. Nie mówię, że jest to mój jakiś nadzwyczajny dar. To jest dar łaski, zapowiedziany ustami mojego Poprzednika, kardynała Augusta Hlonda, który umierając w Warszawie, mówił: „Pracujcie i walczcie pod opieką Matki Bożej. Zwycięstwo, gdy przyjdzie, będzie to zwycięstwo Najświętszej Maryi Panny”. To były niemal ostatnie słowa kardynała Augusta Hlonda.

Nigdy ich nie traciłem z mej świadomości. Bóg pozwolił mi rozpalić w duszy obraz Niewiasty Obleczonej w słońce, a księżyc pod Jej stopami. Ona też walczyła, bo walczyła w obronie swego dziecięcia, które właśnie miało się narodzić, a na które już czyhał szatan, aby skoro porodzi,  pożreć je. W obronie Niewiasty stanął Bóg, zabierając narodzone Dziecię do siebie, a Matce dał schronienie na ziemi. I ja tak myślałem: Bóg stanie w obronie swego Syna i nie pozwoli Go zniszczyć, chociaż smok – jak to widział święty Jan w Apokalipsie – zmiata z horyzontu nieba jedną trzecią gwiazd, by zrzucić je na ziemię. Chrystus ocaleje, bo On więcej nie umiera. Krzyż był miejscem Jego zwycięstwa przez śmierć, ale On zwyciężył! A więc „walczcie, bo zwycięstwo przyjdzie”.

W najtrudniejszych chwilach Ksiądz Prymas prosił o pomoc Maryję. Gdy został uwięziony w 1953 roku oddał się Jej w niewolę. Chciał być Jej „zakładnikiem”. Napisał w swoich notatkach więziennych:

„O jedno proszę, byś wziąwszy moje, chciała bronić Kościoła Chrystusowego, (…) Ochraniaj go płaszczem macierzyńskim, skryj go w Sercu Twoim. Jeśli jest Ci to potrzebne, zabij mnie, aby mógł żyć w Polsce Kościół Syna Twego”.

Zawierzenie kardynała Wyszyńskiego Maryi nie było zawierzeniem biernym. Ja się oddaję Matce Bożej, a Ona wszystko załatwi.

Będąc w więzieniu uczynił wszystko, co  było możliwe, aby Naród odnowił Śluby Królewskie. 16 maja 1956 roku napisał tekst Ślubów. Była to jakby „reelekcja” Maryi Królowej Polski. W 1656 roku król nazwał Ją Królową i poddał pod Jej panowanie ziemie polskie. W 1956 roku cały Naród uznał królewską władzę Maryi i złożył przyrzeczenia odnowy życia religijnego i społecznego. W tym roku mija 60 lat od złożenia Ślubów Jasnogórskich. Ich wypełnienie jest dla nas ciągle otwartym zadaniem. Chodzi o to, aby Maryja, w ręce której złożyliśmy to ślubowanie, prowadziła nas drogą wiary żywej, przenikającej całe nasze życie i codzienne wybory. Jakże aktualne są słowa kard. Wyszyńskiego, które napisał w liście do kapłanów z Komańczy:

„Naród polski składał już wiele razy swoje ślubowania; chociaż dochował wiary Kościołowi, to jednak nie wyzbył się wielu nałogów i wad narodowych, które nie dadzą się pogodzić z postawą Narodu wierzącego. Tak często jesteśmy powodem zgorszenia, gdy ludzie niewierzący patrzą na życie wierzących. Nasza moralna słabość i chwiejność, pomimo silnej wiary, nasz relatywizm moralny, skłonność do ulegania złym przykładom i prądom, posłuch najrozmaitszym błędom, nieraz wprost absurdalnym, upadek moralności małżeńskiej, niewierność, rozwiązłość, nietrzeźwość – to wszystko sprawia, że pion moralno-społeczny Narodu jest chwiejny. Umiemy trwać godzinami w świątyniach, stać na placu jasnogórskim jak stara dąbrowa, ale ulegamy łatwo najsłabszym nawet podnietom do wszystkich grzechów i występków. Jesteśmy duchowo rozdwojeni, rozbici psychicznie, a stąd pozbawieni stylu życia i charakteru narodowego. To wszystko umiemy dziwnie łączyć z naszym przywiązaniem do Kościoła, którego nie słuchamy w codziennym życiu; z naszą gorącą modlitwą, z której nie zbieramy należytych owoców; z naszą czcią do Matki Najczystszej, której tak przeciwne jest życie codzienne.

Zwalczyć to rozdwojenie, zdobyć pion moralny, nauczyć się zwyciężać siebie, zdobyć męstwo wiary i życia chrześcijańskiego – to błogosławione dążenie niemal zachowawczego instynktu narodowego i zmysłu katolickiego” (Komańcza, 13.IX.1956).

Wszyscy widzimy, jak prawdziwe i aktualne są te słowa także dzisiaj. Jesteśmy narodem wierzącym, a tyle rozwodów, tyle nienawiści, ciągle tyle dzieci zabijanych w łonie matek, ciągłe tyle biedy, tylu bezdomnych, skrzywdzonych, płaczących.

Ojciec Święty Jan Paweł II mówił: „Nie przedawniły się te słowa Jasnogórskiego Ślubowania z 1956 roku. Z pewnością się nie przedawniły. 26 sierpnia 1990 roku stoimy na progu nowej ich aktualności. Są aktualne w nowych warunkach – i w nowy sposób. Są jeszcze bardziej niż wówczas warunkiem naszej społecznej dojrzałości. Warunkiem naszego miejsca w Europie, która po przełamaniu podziałów pojałtańskich, szuka dróg do międzynarodowej jedności” (Jan Paweł II Castel Gandolfo, 26 sierpnia 1990).

Jasnogórskie Śluby Narodu realizowane przez 9 lat Wielkiej Nowenny były przygotowaniem do wielkiej chwili Tysiąclecia Chrztu Polski. W tym roku (2016) przeżywamy już 1050–lecie. Rok Milenijny był wielkim dziejowym przełomem, zmaganiem się wiary i niewiary, miłości i nienawiści. Szatan czynił wszystko, aby Polskę zepchnąć z drogi tysiącletniej kultury chrześcijańskiej i zniszczyć jej wewnętrzną tożsamość. Prymas Tysiąclecia oglądał się skąd przyjdzie mu pomoc.

Wszystkie sprawy Kościoła Chrystusowego w Ojczyźnie prowadził z pomocą Maryi, przekonany, że taka jest wola Boża dla naszego narodu. „Moc Polski katolickiej – mówił – jest w tej chwili w Niej, bo Bóg tak chce”.

Przekonany o tym, nie tylko siebie całkowicie oddał Matce Bożej, ale cały Naród. Gdy nasilała się walka z Bogiem w sercach ludzi, mówił:

„Patrzymy, jak powstaje potężna organizacja, jak się mobilizuje środki i siły, jak wiele pieniędzy idzie tylko na to, aby Wam odebrać wiarę w Boga, aby odłączyć Was od Chrystusa, aby Wam serca wystudzić i pozbawić Was religijnej pobożności. W takiej chwili, gdy widzimy bezpośrednie zagrożenie waszej wiary, zdając sobie sprawę z odpowiedzialności za wasze dusze, za dzieci i młodzież, za Was samych (…), naśladujemy Bożą linię postępowania i nadzieje nasze pokładamy w Matce Boga Żywego”.

W tej sytuacji kardynał Wyszyński wraz z całym Episkopatem pragnął ubezpieczyć Kościół i Naród w dłoniach Maryi. Przemawiając w roku 1961 do kapłanów, mówił: „Zawsze, gdy jest szczególnie ciężko, gdy ciemności ogarniają ziemię, a słońce już gaśnie i gwiazdy nie dają światłości, trzeba wszystko oddawać Maryi”.

Dzielił się z kapłanami Stolicy swoimi przemyśleniami i przekonaniem, że droga Kościoła jest i pozostanie drogą krzyża. Nie wolno z niej zejść, „nie możemy wybrać sobie wygodniejszej drogi, jakoś się ubezpieczyć”. Trzeba się trzymać blisko Syna Bożego. „Ale sami nie zdołamy tego uczynić. Ostatecznie, najlepsi ludzie, których wybrał Chrystus, zostawili na Kalwarii samotną Maryję, kilka kobiet i jednego jedynego Jana!... On właśnie oddany był Matce, on jeden jedyny! I rzecz ciekawa, nie Piotrowi, tylko Matce!

Wybaczcie, Najmilsi, że już dzisiaj, uprzedzając to, co pragnę uczynić, chcę Was pokornie i bardzo po bratersku prosić, abyście mi pomogli w jednej sprawie: oto, «gdy chcą Naród nasz wyniszczyć» i «zamknąć usta śpiewających o Bogu», oglądam się wokoło, skąd przyjdzie mi zbawienie i pomoc? Byłbym pasterzem ślepym i wodzem ślepych, gdybym nie dostrzegł tego atawistycznego Bożego śladu na dziejach myśli Bożej w świecie, gdybym powiedział: nie masz już nic do zrobienia!

Jak to nie masz? Jeśli było jeszcze coś do zrobienia w ostatecznej katastrofie, która zniekształciła osobowość ludzką przez grzech; jeśli było jeszcze coś do zrobienia w straszliwych ciemnościach niewoli asyryjskiej czy babilońskiej i w beznadziejnym, zda się, oczekiwaniu Nazaretu; jeśli było aż tyle do zrobienia na Kalwarii, czyż dzisiaj nie mielibyśmy już nic do zrobienia?

O nie, mamy dziś bardzo dużo do zrobienia! Możemy i musimy oddać się najlepszej Matce naszej!”

Cały Episkopat podejmuje decyzję kolegialnego oddania Polski w niewolę Maryi. Najpierw księża biskupi sami oddają się w niewolę miłości Matce Bożej za wolność Kościoła, następnie diecezje, parafie, rodziny, poszczególne stany i zawody. Ukoronowaniem tego zawierzenia jest Milenijny Akt Oddania Polski w macierzyńską niewolę Maryi za wolność Kościoła Chrystusowego w Ojczyźnie i w całym świecie.

Nadchodzi rok 1966. Prześladowanie Kościoła nie ustaje. Prymas Wyszyński jest publicznie atakowany, krytykowany, oskarżany o zdradę Ojczyzny za list do biskupów niemieckich – „przebaczamy i prosimy o przebaczenie”. Jednak na całym szlaku Tysiąclecia, we wszystkich miastach biskupich, nieprzeliczone rzesze wiernych dają wyraz swojej przynależności do Kościoła.

Punktem kulminacyjnym uroczystości polskiego Milenium był dzień 3 maja na Jasnej Górze. Miał przyjechać Ojciec Święty Paweł VI i delegacje episkopatów z całego świata. Niestety, fotel przygotowany dla papieża był pusty. Nawet przed Ojcem świętym zamknięto granice naszej Ojczyzny. Prymas Polski, jako legat papieski, wypowiedział słowa Aktu Milenijnego. Oto jego fragmenty:

„Pragniemy dziś społem ubezpieczyć Kościół święty na drugie Tysiąclecie, a nienaruszony skarb Wiary przekazać nadchodzącym pokoleniom młodej Polski. Uczynimy to w niezawodnych dłoniach Matki Najświętszej, których opieki i pomocy doświadczyliśmy przez dzieje.(…)

Ona zawsze trwała pod krzyżem naszego Narodu. Wspominając z wdzięcznością Jej macierzyńską opiekę nad dziećmi polskiej ziemi, którą za Jej Królestwo uważamy, świadomi, że dzięki Niej została uratowana Wiara Narodu, pragniemy, Ojcze, w Twoim obliczu oddać Jej całkowicie umiłowaną Ojczyznę naszą, na nowe Tysiąclecie Wiary, za Kościół Twojego Syna.(…)

Odtąd, Najlepsza Matko i nasza Królowo Polski, uważaj nas Polaków jako Naród za całkowitą własność twoją, za narzędzie w Twych dłoniach na rzecz Kościoła świętego, któremu zawdzięczmy światło Wiary, moce Krzyża, jedność duchową i pokój Boży. Czyń z nami, co chcesz! Pragniemy wykonać wszystko, czego zażądasz, byleby tylko Polska po wszystkie wieki zachowała nieskażony skarb Wiary świętej, a Kościół w Ojczyźnie naszej cieszył się należną mu wolnością, bylebyśmy z Tobą i przez Ciebie, Matko Kościoła i Dziewico Wspomożycielko, stawali się prawdziwą pomocą Kościoła Powszechnego – ku budowaniu Ciała Chrystusowego na ziemi! Dla tego celu pragniemy odtąd żyć, jako Naród katolicki, przez pracę ku chwale Bożej i dla dobra Ojczyzny doczesnej. Oddani Tobie w niewolę, pragniemy czynić w naszym życiu osobistym, rodzinnym, społecznym i narodowym, nie wolę własną, ale wolę Twoją i Twojego Syna, która jest samą Miłością.

Oddając się Tobie za Kościół, który jest żyjącym i obecnym w świecie współczesnym Chrystusem, wierzymy, że przez Twoje ręce oddajemy się w niewolę samemu Chrystusowi i Jego sprawie na ziemi.

Ufamy, że tym aktem głębokiej wiary i ufności wyjednamy Kościołowi świętemu wolność, a Ojczyźnie naszej Twą macierzyńską opiekę na nowe Wiary Tysiąclecie, Panno Chwalebna i Błogosławiona. Przyjmij naszą ufność, umocnij ją w sercach naszych i złóż przed Obliczem Boga w Trójcy Świętej Jedynego. Amen” (Jasna Góra, 3 maja 1966r).

Ksiądz Prymas zdawał sobie sprawę z tego, jak straszną niewolą dla człowieka jest grzech. Widział, jak wiele współczesnych zniewoleń – moralnych, osobistych, społecznych, politycznych – krępuje dzisiaj człowieka. Dlatego jako wyjście ukazał radykalne pójście za Bogiem. Obroną przed niewolą zła jest niewola miłości, bo prawdziwa wolność to nie samowola, ale życie zgodne z wolą Boga.

Po latach, Ojciec Święty, Jan Paweł II, stając na Jasnej Górze w czerwcu 1979 roku, powiedział: „W sposób szczególny pragnę potwierdzić i ponowić Milenijny Akt Jasnogórski z dnia 3 maja 1966 roku, w którym oddając się Tobie, Bogurodzico, w macierzyńską niewolę miłości biskupi polscy pragnęli przez to usłużyć wielkiej sprawie wolności Kościoła nie tylko we własnej Ojczyźnie, ale i w całym świecie” (Jasna Góra, 4 VI 1979).

Stało się to w ogromnej mierze przez sam wybór świętego Papieża z Polski. Wybór ten był zwycięstwem Matki Bożej. Prymas Wyszyński powiedział na Jasnej Górze:

„Uwierzcie, że było to dzieło Boga, dzieło Chrystusa w Duchu Świętym i Oblubienicy Ducha Świętego – Matki Chrystusowej! Wszyscy tak to zrozumieli. Nikogo nie zdumiał wybór cudzoziemca, nawet Polaka. Wszystkich uradował. I to tak wielką radością, że nie można się było obronić od jej oznak. Ilu kardynałów, starszych ludzi, płakało z radości! A łzy są chyba najlepszym interpretatorem uczuć…

Gdy podszedłem do Jana Pawła II z pierwszym homagium, usta nasze niemal jednocześnie otworzyły się imieniem Matki Bożej Jasnogórskiej: To Jej dzieło! Wierzyliśmy w to mocno i wierzymy nadal”.

Ta wiara nas zobowiązuje. Mówiąc o Akcie Milenijnym Ksiądz Rafał Krakowiak, duszpasterz Ruchu Pomocników Matki Kościoła z Poznania, Akt ten nazwał polisą ubezpieczeniową zawartą z Matką Bożą. Ona gwarantuje, że uratuje wiarę Narodu po wszystkie pokolenia, a my oddajemy Jej siebie na własność, w niewolę. To nie jest tania umowa. Dlatego Ksiądz Prymas Wyszyński powołał Ruch Pomocników Matki Kościoła, aby była chociaż garstka tych, którzy zrozumieją i włączą się w to zadanie.

W liście pasterskim wzywającym ludzi dobrej woli do pomocy Kościołowi, 26 VIII 1969 roku, Ksiądz Prymas napisał: „Milenijnym aktem z dnia 3 maja 1966 roku Episkopat Polski oddał Ojczyznę naszą, wszystkich Polaków żyjących w kraju i poza jego granicami, Matce Najświętszej w Jej macierzyńską niewolę miłości za wolność Kościoła w świecie i w Polsce. Akt ten domaga się od każdego nas świadomej odpowiedzialności za Kościół Chrystusowy.

Oczekujemy takich ludzi, którzy obok spraw osobistych, dostrzegać będą wielkie problemy ogólne, rozszerzą swoje serca i w poczuciu odpowiedzialności za Kościół i za katolickie oblicze Polski drugiego tysiąclecia, podejmą dzieło współpracy apostolskiej przez modlitwę, ofiarę i działanie, którzy staną się «Pomocnikami Maryi» na rzecz Kościoła Jej Syna”.

Dlatego dzisiaj pragniemy na nowo stanąć z Maryją na straży wiary ochrzczonego Narodu i w 50. Rocznicę Aktu Milenijnego na nowo oddać się Jej w niewolę miłości, na całkowitą własność i narzędzie w Jej dłoniach. Taka jest treść naszej XI Ogólnopolskiej Pielgrzymki Pomocników na Jasną Górę. 

 
 

Kalendarz

listopad 2017
P W Ś C Pt S N
30 31 1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 1 2 3