W Służbie Kościoła Chrystusowego PDF Drukuj Email

 

Ksiądz Prymas Wyszyński wytrwale uczył, że miłująca obecność Boga napełnia całą ziemię. Jednak w szczególny sposób żyjący Bóg pozostaje we wspólnocie Kościoła.

 

Tajemnica Kościoła

 

     Ze szczególną mocą akcentował prawdę, że Kościół to obecny na ziemi Chrystus, Syn Przedwiecznego Ojca i Dawca Ducha Świętego. Głosił, że Chrystus żyjący w Kościele prowadzi rodzinę ludzką do Ojca, a dzieje się to wszystko mocą Ducha Świętego.
Nie lekceważył prawnego ujęcia Kościoła jako instytucji Bożo – ludzkiej. Ponad wszystko jednak rozumiał Kościół jako misterium Chrystusa – Zbawiciela żyjącego na ziemi. Takie postrzeganie Kościoła dzisiaj wydaje się oczywiste, jednak nie zawsze tak nie było: „Gdy uczyłem się katechizmu w moim rodzinnym miasteczku (Andrzejewie) największą dla mnie udręką było nauczyć się definicji Kościoła. Pamiętam ją do dziś dnia. Ale nie powiedziano mi, że w Kościele jest przede wszystkim Chrystus.
Konstytucja dogmatyczna o Kościele mówi nam przede wszystkim o tym, że Kościół to Chrystus żyjący, przebijający się przez strukturę do dusz ludzkich. Wydobycie Chrystusa z definicji Kościoła i ustawienie Go na czele ma rewelacyjne znaczenie” (Warszawa, 28 XII 1964).

     Takie rozumienie Kościoła zaczęło się w nauczaniu Księdza Prymasa na długo przed Soborem Watykańskim II. 

 

     Momentem przełomowym było zafascynowanie encykliką Ojca Świętego Piusa XII o mistycznym Ciele Chrystusa – jednym z najważniejszych dokumentów Stolicy Apostolskiej o tajemnicy Kościoła. Już w 1959 roku, w czasie rekolekcji do Instytutu, mówił o Kościele, podkreślając że jest nim Chrystus. 

     „Ten, który narodził się w Betlejem i który tam płakał, który rósł i rozwijał się, odbierał hołdy i był prześladowany. Ten sam Chrystus, który uciekał do Egiptu, szukał schronienia w przezorności Józefa i był zawierzony Matce, z której rąk brał pokarm, wypracowany ciesielskimi narzędziami Józefa. To On dojrzewał i dorastał, rozwijał się i mężniał, aby uzdolnić się do niemałego trudu trzyletniej wędrówki apostolskiej po górach, dolinach i wertepach, w ciągłym niebezpieczeństwie i zagrożeniu. To On zwycięski, a jednak tak niezwykle pokorny, odwracający nieustannie uwagę od siebie ku Ojcu. To jest ten, który ostatecznie «ofiarowan jest, iż sam chciał» i gdy przyszła godzina, którą sam wyznaczył, Ten, który jak przedtem nie zawahał się przed łonem Dziewicy, tak teraz nie zawahał się przed twardym łożem drzewa krzyża.

      To ten sam Chrystus, który był ubiczowany, oplwany, wydany poganom, postawiony niżej od Barabasza, upadający na kolana, na twarz, w błoto, za włosy targany, ten wyśmiany, naigrawany: „Ecce Homo”. Ten Chrystus, który był przybity do krzyża, włócznią przebity, który oddał ducha w ręce Ojca i umarł za owce swoje, bo chciał; który swą mocą zmartwychwstał, wrócił do Ojca i siedzi na Jego prawicy (przyp. red.: dawna forma; obecnie: «po prawicy»), skąd przyjdzie sądzić żywych i umarłych.
Jest to ten sam osobowy, rzeczywisty Chrystus, z własnym określonym wymiarem indywiduum i Osoby. To On jest w Kościele i w tej chwili żyje w nim. Odważnie wszedł w życie Kościoła, zrodzonego na krzyżu, gdyż umiłował go tak, że duszę swą dał”. (Dzieła zebrane, t. V. str. 348).

     Ksiądz Prymas z całą mocą nauczał prawdy, że wszyscy jesteśmy członkami Ciała Chrystusowego. W Nim stanowimy jedno.

      „Ty jesteś Ciałem Chrystusowym i współczłonkiem, więc Ty jesteś Kościołem Bożym. Jest to tak odważnie powiedziane! Ale dlaczego mam być Kościołem? Dlatego, że w tobie jest Trójca Święta – tak jak w Kościele. Dlatego, że w tobie jest Słowo Wcielone, żyjący Chrystus (…) – tak jak w Kościele. W tobie jest nieustannie Duch Święty, który jest Duchem Ojca i Syna, i nieustannie mówi w tobie. Ciebie ogarnia najlepsze serce krewniaczki Trójcy Świętej, Matki Boga Wcielonego, Maryi. Na tobie jest wszystko, co Kościół wziął z krzyża Chrystusowego i ma dla ciebie. Po tobie spłynęła woda chrztu świętego i jesteś ochrzczonym człowiekiem” (Dzieła zebrane, t. V, str. 350).

      Takie przeżywanie Kościoła owocuje miłością do niego. Ksiądz Prymas mówił:

     „Taki jest mój Kościół i ja jestem w tej chwili ogarnięty moim Kościołem. Ja go noszę w sobie. Cały mój Kościół – Ecclesia jest we mnie. A zarazem jestem z Kościołem i w Kościele. Nieraz przyglądam się swemu ciału, troszczę się o nie, czynię różne konieczne zabiegi, daję mu odpoczynek, pokarm, lekarstwo. Znam swoje ciało. A mój Kościół też jest moim Ciałem. I on też potrzebuje tych detalicznych zabiegów, aby całe Ciało było zdrowe.

     Może teraz zrozumiemy, co powiedział Chrystus, gdy przyszedł do niego wspaniały człowiek – Maryja. Powiedziano mu: Matka Twoja przyszła. Kto jest Matką moją? Ten, który słucha słowa Bożego i strzeże go, ten matką moją jest.

     Słucham Kościoła – ja! Strzegę Kościoła – ja! Matką jestem – ja! Matką tego wielkiego Chrystusa – Kościoła!” (Dzieła zebrane, t. V, str. 354).

     Ksiądz Prymas całe życie poświęcił Chrystusowi żyjącemu w Kościele. Pragnę przytoczyć drobne, ale jakże charakterystyczne wydarzenie. Pewnego dnia chodziliśmy z Księdzem Prymasem po ogrodzie i odmawialiśmy różaniec. Był deszczowy, chłodny, dzień. W krzewie glicynii rosnącym przy domu siedziała w gnieździe synogarlica. Podziwiałam jej wytrwałość. Patrząc na tę ptaszynę, która mimo deszczu, chłodu i wiatru, nie opuszczała swego gniazda, powiedziałam do Księdza Prymasa: „Ojcze, Ty czuwasz nad Kościołem, jak ta synogarlica w gnieździe, pomimo wszystkich przeciwności”. Ksiądz Prymas nie zaprzeczył. Spoważniał i odpowiedział mi: „Wiesz, ja naprawdę chyba nie mam już nic swojego”.

     Wszczepienie w Kościół, przynależność do niego, powinna, według Księdza Prymasa, rodzić odpowiedzialną miłość do każdego człowieka, do całej rodziny ludzkiej, bo wszyscy, nie tylko ochrzczeni, jesteśmy braćmi.

     „Będę sobie rozmawiał z moim Kościołem, ze wszystkimi jego członkami: ze wszystkimi świętymi i ze wszystkimi grzesznikami; z cierpiącymi w czyśćcu; z tymi, którzy wokół mnie żyją. (…)

     Mijają mnie jakieś rozbiegane dziewczęta, które gdzieś gonią, gonią, póki mają nogi proste. Czyż nie mogę za nimi posłać swojej modlitwy, chociażby krótkiej? Chryste! I to jest Ciało Twoje, ciało Twego Kościoła. Mija nas robotnik, mija nas dziecię,kapłan. Tłoczymy się gromadą ludzi w autobusie, tramwaju, pociągu. Dotykamy ciągle tego Ciała Chrystusowego. 

     Ksiądz Prymas podkreślał budzącą podziw jedność w różnorodności wspólnoty Kościoła, na niepowtarzalną drogę każdego z powołanych.

     „Było dwunastu Apostołów. Mogło to wystarczyć dla działania mocy Bożej. Jednakże potrzebny był i Paweł, którego powołanie jest zupełnie inne. Pierwsze wezwania są spokojne i ciche: «Pójdź za Mną» – mówił Chrystus nad Jeziorem Galilejskim i w bramie, gdzie cło zbierają, i w innych miejscach bardzo nieznacznych, niezanotowanych. Wszyscy Apostołowie byli powoływani w sposób spokojny, niemal dyskretny, jak gdyby przy pomocy delikatnej perswazji. Jednych Chrystus wybiera i wzywa: «Pójdź za Mną». Innych przynagla, a gdy się ociągają: «Niechaj umarli grzebią swoich umarłych…», a ty: «Pójdź za Mną» (Łk 9,60,59). Innych jeszcze zostawia na ich własnej drodze” (Miłość na co dzień, str. 302).

     Jest potrzebny w Kościele Piotr, ale jest też miejsce i specjalna misja dla Pawła.

     „Oto jedno usposobienie – Piotr otrzymał władzę „wiązania i rozwiązywania” i trwa przy niej tak wiernie, jak wierna i trwała jest Stolica Piotrowa. Może tak samo trwałby w Jerozolimie, bo przecież od samego Chrystusa usłyszał: «Jestem posłany tylko do owiec, które poginęły z domu Izraela» (Mt 15,24), mógł więc słowa Mistrza zastosować również do siebie. Mógł dlatego budować Kościół narodowy, palestyński lub jerozolimski, tylko dla wybranych, dla Żydów, dla obrzezanych, ograniczając się do ich małego światka. Mógł zapomnieć o tym, co usłyszał nad Jeziorem Tyberiadzkim: «Idźcie i nauczajcie wszystkie narody» (Mt 28,19). Mógł pomyśleć, że było to powiedziane do wszystkich innych Apostołów, ale on sam ma być w Jerozolimie lub w Antiochii. Lecz nie! Pan spokojnie, delikatnie, lecz mocno pokierował krokami Piotra i ustanowił go «Opoką» – skałą, czymś stałym, niezawodnym, trwającym dla całego Kościoła powszechnego. I Piotr trwa!

     Zupełnie inaczej było z Pawłem. Szaweł chodził własnymi drogami, ale Pan Bóg wziął go «za czuprynę» i rzucił na swoją drogę. Bywają takie powołania. Bóg niekiedy zadaje gwałt człowiekowi. Dobry Bóg, tak łaskawy i taktowny, sama Miłość, grzmotnął go o ziemię, odebrał mu wzrok, pomieszał orientację, tak iż Szaweł nic nie widział. Trzeba było dopiero innego, obcego, nieznanego światła i działania, aby w jego życiu ukształtowały się nowe drogi” (Miłość na co dzień, str. 303).
Po nawróceniu święty Paweł nie ustępuje w gorliwości Apostołom.

     „I oto pod Damaszkiem rodzi się nowe powołanie, vas electionis – «naczynie wybrane». «On zaniesie Imię moje do pogan i królów, i do synów Izraela» (Dz 9,15). Gdy wstanie z ziemi, widząc nowe światło, będzie miał nawet odwagę «opierać się Piotrowi» (Ga 2,11). Nieraz to się wyolbrzymia, jakoby istniał Kościół «Piotrowy» i «Pawłowy». W rzeczywistości jest największa jedność, jak to sam Paweł określił: «Jam zasadził, Apollos podlewał, ale Bóg dał wzrost» (1Kor 3,6). Nie ma więc Kościoła «Piotrowego», «Pawłowego» czy «Apollowego». Jest tylko Kościół Chrystusowy, bo jak Paweł sam podkreśla, to Chrystus umarł i dał się ukrzyżować za Kościół. Można jednak, a nawet trzeba przepowiadać Chrystusa różnymi sposobami i drogami, przy pomocy różnych temperamentów i usposobień” (Miłość na co dzień, str. 303).

 

Jeden Kościół świętych i grzeszników

 

     Zagadnienie jedności Kościoła, ciągle powraca w jego dziejach. Dzisiaj, w naszej Ojczyźnie, też są ludzie, którzy odważają się dzielić Kościół na przykład: na „krakowski” i „toruński”. A przecież jest tylko jeden prawdziwy Kościół – Chrystusowy.

     Jeden jest Kościół – mówił Ksiądz Prymas – chociaż ludzie tak różni, jeden jest Kościół świętych i grzeszników, jak stadion, po którym biegnie wielka rzesza ludzi. Jedni biegną za łaską, inni za grzechem. Niektórzy chcieliby podzielić biegnących na dobrych i złych:

     „Powie nam ktoś: trzeba dążyć do regulacji ruchu i tak sprawy ustawiać, aby ci, którzy biegną ku dobru byli po prawicy, a ci, którzy uganiają się za grzechem po lewicy. Po co mają sobie wzajemnie przeszkadzać” (Miłość na co dzień, str.137).

     Kardynał Wyszyński przestrzega przed takim niebezpiecznym, uproszczonym myśleniem.

     „Jednak na «Bożym stadionie» nie da się tak rozdzielić. Byli tacy, którzy proponowali Chrystusowi, aby wyrwać kąkol. On jednak odpowiedział: zostawcie to wszystko aż do żniwa, bo bieg jest wspólny. Kościół jest jeden – grzech i łaska w nim, pszenica i kąkol. Wszystko to rośnie razem, aż do żniwa. Jeden biegnie, inny się przewraca i leży. Jeden o drugiego się potyka. Tu wszystko jest zmieszane. Lekarz jedzie do trędowatych, zdrowi chorych pielęgnują. Nic się tu nie da oddzielić, od niczego nie można się odżegnać.

     Nie może być w Kościele jakiejś «uregulowanej jezdni» dla wybrańców, bo jedna jest droga dla wszystkich! On sam jest tą Drogą. Tak siebie nazwał i tego musimy się trzymać. Chrystus nie chce stabilizacji. Istnieje więc wielka rozmaitość ludzi i sposobów posuwania się przez nich naprzód. Jedni chcą biec rowem – podrą sobie nogawki, ale biegną. Inni lecą środkiem drogi. Jeszcze inni – na skraju. To wszystko trzeba zobaczyć, dostrzec szerokimi oczyma, bo Chrystus sam powiedział, że grzesznicy i cudzołożnice wyprzedzą nas do królestwa niebieskiego, a my nawet nie zauważymy, kiedy nas wyprzedzą… Niesiemy ostrożnie nasze lampki, a oni lecą na złamanie karku. Są na świecie różne «Magdaleny» przez Chrystusa kanonizowane, «bo wielce umiłowały» (Łk 7,47). Oto tajemnica pszenicy i kąkolu” (Miłość na co dzień, str. 137).

     W Kościele jest miejsce dla każdego: dla inteligencji i dla robotników, dla bogatych i biednych, dla świętych i dla grzeszników, bo jest to „jeden, święty, powszechny i apostolski Kościół”.

     „Kościół-Matka rodzi Boga w duszach takich, jakimi one są. Może dusza jest stajnią i stać ją tylko na słomę? A może jest pałacem i przyjmuje Boga na złocie? Mniejsza o słomę i złoto! Ważna jest dusza. Nie można gwałtem przerabiać stajni w pałac, jak to widzimy na obrazach renesansu. Nie trzeba też pałacu zmieniać w stajnię. Nie o to idzie! Kościół umie pielęgnować dusze zarówno w jedwabiach, jak i w samodziałach. (…) Rozumie to Matka i nie widzi powodu, aby wybierać słomę spod Dziecięcia i układać je na złocie. Ale gdy ktoś zapragnie złota, aby nim Bogu służyć, Kościół-Matka i to wyrozumie. Tylko matka dobrze pojmuje, co dzieciom naprawdę służy.

     Dlatego w świątyni, wśród marmurów i złota, jest słoma. I dlatego są kolędy, tak jak jest polifonia i śpiew gregoriański, i Mozart, i Beethoven. I dlatego śpiewamy, obok Gounoda, kolędę: «Gdy śliczna Panna Syna kołysała, z wielkim weselem tak Jemu śpiewała: Lililililaj, moje Dzieciąteczko…». I dlatego Ewangelię przepowiada ubogim i Nikodemom. I dlatego pan i sługa otrzymują z rąk Kościoła tego samego Pana i Sługę. I dlatego Kościół jest taki prosty i taki trudny… I dlatego mówi językiem stajni i bazylik…” (Miłość na co dzień, str. 60).

     To uniwersalne spojrzenie na tajemnicę Kościoła było bardzo charakterystyczne dla kardynała Wyszyńskiego. Uczył on, że Kościół nie istnieje w świecie abstrakcji, ale jest wszczepiony w konkretne życie ludzi. W odczycie wygłoszonym podczas Akademii Mariologicznej w Rzymie, w Palazzo Pio, 5 września 1964 roku mówił: „Nauka o Mistycznym Ciele Chrystusa przypomina, że musi istnieć nieustanna inkarnacja, wszczepianie się Kościoła w życie rodziny ludzkiej, we wszystkie jego formy i przejawy. Chrystus chciał być – z woli Ojca, który Mu ciało sposobił – wszczepiony w organiczne życie rodziny ludzkiej. Taką też właściwość nadał swojemu Kościołowi. Kościół istnieje nie in abstracto – w oderwaniu od codziennego życia – Kościół istnieje in concreto – w codzienności, w myślach, sercach i czynach ochrzczonego i uświęconego łaską człowieka” (Ojciec Soboru Watykańskiego II, S.K.W. P.P. str. 251).

     O tak rozumiany Kościół Ksiądz Prymas troszczył się ze wszystkich sił. Nie ograniczał się jedynie do odpowiedzialności za Kościół w Polsce. Szczególna miłością i troską ogarniał Kościół na Wschodzie.

 

Odpowiedzialność za Kościół na Wschodzie

 

     Wydarzeniem bez precedensu była konsekracja tajnego biskupa Jana Cieńskiego, gorliwego duszpasterza ze Złoczowa. Był opatrznościowym kapłanem w okresie, gdy ścierały się dwa totalitaryzmy: bolszewicki i hitlerowski. Z prawdziwie ewangeliczną miłością służył ludziom, ratując każdego zagrożonego człowieka bez względu na przynależność polityczną.

     Po II wojnie światowej, był jednym z nielicznych kapłanów, którzy się ostali na Ukrainie. Jako proboszcz w Złoczowie służył ludności zarówno polskiej jak i ukraińskiej. Otaczał opieką także grekokatolików pozbawionych kościelnej struktury prawnej po zlikwidowaniu Kościoła grekokatolickiego w 1946 roku. Wszystkich hierarchów aresztowano wówczas i wywieziono do więzień i łagrów. Arcybiskup (większy Lwowa), Josyf Slipij, osiemnaście lat spędził na zesłaniu.

     30 września 1967 roku w prywatnej kaplicy w Gnieźnie, Ksiądz Prymas Wyszyński w imieniu Stolicy Apostolskiej konsekrował ks. Jana Cieńskiego na biskupa pomocniczego diecezji lwowskiej.

     „Uczestnikami tej uroczystości, zachowanej w jak najdalej idącej dyskrecji byli biskupi sufragani gnieźnieńscy Lucjan Bernacki i Jan Czerniak, oraz ks. prałat Władysław Padacz. Nim do tego doszło, Prymas Tysiąclecia ks. kardynał Stefan Wyszyński – zabiegał o przywilej: tajnej konsekracji kapłana żyjącego w ZSRR na biskupa, jeszcze u papieża Piusa XII. Dopiero w 1962 decyzję w tej sprawie podjął Jan XXIII. Katolicy polscy, żyjący w ZSRR poza Litwą i Łotwą dotkliwie odczuwali brak biskupów. Na Ukrainie nie było żadnego biskupa. Za swego ordynariusza tamtejsi kapłani uważali Prymasa Polski i jego imię wymieniali w Kanonie. Ksiądz Prymas wiedział, że na nominację ks. Jana nie zgodzi się rząd ZSRR stąd – podniesienie ks. Cieńskiego do godności biskupa – zachowane zostało w najgłębszej tajemnicy. Obawiano się bowiem, że w przypadku ujawnienia jego nazwiska – zostanie uwięziony, zesłany na Syberię, toteż konsekracja nastąpiła w czasie, kiedy ks. Cieński przybył do Polski pod pretekstem odwiedzin żyjącego w Krakowie brata Stanisława. O tym, że na Ukrainie żyje i działa tajny biskup, Ksiądz Prymas powiadomił papieża Pawła VI rok później, nie podając jednak i w tej korespondencji z 10 października 1968 r. jego nazwiska. Papieżowi przekazał ustnie, jak nazywa się nowo mianowany biskup, ks. prałat Bolesław Filipiak, ówczesny audytor Roty Rzymskiej, który w sposób równie potajemny kontaktował się z Księdzem Prymasem. Ks. Jan Cieński powrócił z odwiedzin rodziny w Polsce bez insygniów arcypasterza Kościoła Katolickiego. Powrócił do Złoczowa, do bardzo skromnych warunków mieszkaniowych lecz teraz jego jurysdykcja umocowana została prawem wyświęcania nowych księży”. (Tajny biskup ze Złoczowa, Stanisław Wodyński, Internet).

     Ksiądz Prymas do końca życia modlił się za Kościół zniewolony przez ZSRR. Kiedy zbliżał się kres jego życia, pozostawił w swoich zapiskach wstrząsające wołanie do Matki Bożej o wolność Kościoła na wschodzie:

     „W tej strasznej nocy zdołałem opuścić siebie, ale owładnęła mną męka ludów, które już od trzech pokoleń cierpią od zbrodniarzy, którzy mordują w [ZSRR] Chrystusa, Jego Kościół i znak Dobrej Nowiny Ewangelicznej. To jest moja nocna modlitwa od szeregu lat. A dziś była szczególnie dotkliwa. Obraz ludzi bez świątyń, bez kapłana, bez ołtarza i Mszy świętej, obraz dzieci bez Eucharystii i nauki wiary świętej, obraz matek bez pomocy wychowawczej, potworne udręki więźniów i «pacjentów» szpitali psychiatrycznych, nieustanne zagrożenie wojenne w tylu krajach, którym [ZSRR] przychodzi «z pomocą», aby narzucić zbrodniczy ustrój. A w Ojczyźnie naszej groźba interwencji w sprawy wewnętrzne Polski. To wszystko jest przedmiotem mojej modlitewnej męki i bolesnego wołania do Pani Ostrobramskiej, przecież Matki Miłosierdzia. Byłaś świadkiem, jak szybko na Kalwarii przebaczył Twój Syn łotrowi, setnikowi, Magdalenie, bluźniącym rzeszom. Matko Miłosierdzia, co się Tobie stało, co się dzieje z Twym Sercem, przecież czystym i wolnym od gniewu? … Już nie śmiem wołać dziś do Ciebie, bo to mi się wydaje gwałtem zadanym Twojej wolności. Ale skąd ta «wolność»?

     Nie mogę milczeć, będę wołał, jak wołał Mojżesz i Prorocy, jak wołał Boży Syn z Krzyża. To jest mój pasterski obowiązek. Po to jestem w Kościele” (Ostatnie dni Prymasa Tysiąclecia, str. 47.)

 

Więź z Maryją, Matką Kościoła

 

     Ta wstrząsająca modlitwa świadczy o tym jak autentyczna, jak żywa i mocna była więź Prymasa Wyszyńskiego z Maryją, obecną w Kościele.

     Był Jej był oddany bez reszty, ufał Jej pomimo różnych doświadczeń i cierpień. Ksiądz Prymas oddał się Matce Bożej nie tylko dla własnej wewnętrznej doskonałości i nie po to, aby broniła jego samego. Pragnął ceną własnego życia wyprosić wolność Kościołowi. W zapiskach z dnia 12 maja 1956 roku czytamy: „Niech wszystko «moje» wielbi Ciebie. Twój niewolnik składa wszystko w Twoje Królewskie Dłonie, szczęśliwy, że może ogołocić się dla Ciebie. - O jedno proszę, byś wziąwszy wszystko moje, chciała bronić Kościoła Chrystusowego, Tobie oddanego, Twemu Sercu Niepokalanemu, przed dziesięciu laty. Ochraniaj go płaszczem macierzyńskim, skryj go w Sercu Twoim. Jeśli jest Ci to potrzebne, zabij mnie, aby mógł żyć w Polsce Kościół Syna Twego” (12.V.1956). (Zapiski więzienne, str. 235).

     Z Maryją dzielił Ksiądz Prymas swoją trudną, pełną miłości odpowiedzialność za wiarę w sercach ludzkich i wolność Kościoła w Ojczyźnie i w świecie. Czynił wszystko, aby Kościół był obecny w życiu Narodu, aby mu autentycznie towarzyszył w jego krzyżowej drodze. Była to troska o żywy Kościół, wszczepiony w rzeczywistość naszego codziennego bytowania.

     Ta właśnie troska stanowiła fundament maryjnej drogi Prymasa Tysiąclecia. Nie była to uczuciowa, dewocyjna pobożność, o którą przez wiele lat był niesprawiedliwie posądzany. Było to głębokie, teologiczne widzenie Maryi w rzeczywistości Kościoła i człowieka.

     „Gdzie jest Ciało Chrystusowe, tam musi być Matka Ciała Chrystusowego (…) Trudno mówić w Kościele o Bogu-Człowieku przemilczając Jego Matkę, albo też usuwając ją w cień dziejów” (Ojciec Soboru Watykańskiego II, S.K.W. P.P. str. 251).
Zanim Sobór Watykański II ogłosił Maryję Matką Kościoła Ksiądz Prymas już w 1959 r. mówił do duszpasterzy sanktuariów maryjnych.

     „Kościół święty zawsze potrzebował Maryi i zawsze będzie Jej potrzebował. Pięknie pisze o tym jeden z Ojców Kościoła: «Na drzewie krzyża, z otwartego boku drugiego Adama, wyszła Matka ludzi – Sancta Mater Ecclesia». Maryja była konieczna przy kolebce Jezusa, przy żłóbku. Matka Jezusa z betlejemskiej stajni i Matka wielkiego Chrystusa mistycznego, Matka Kościoła świętego z Kalwarii, to ta sama Matka Chrystusowa – Maryja.

     Kościół potrzebował Jej w latach swego niemowlęctwa, jak potrzebował Jej kiedyś Jezus. Toteż pozostała na ziemi po Wniebowstąpieniu Syna, czuwając nad wiekiem dziecięcym Kościoła i pierwszymi jego krokami apostolskimi. (…)

     Dzieje Kościoła są pełne śladów Maryi, jak dzieje i drogi Chrystusa były Jej pełne. Maryja jest Kościołowi Matką, Pomocnicą, Służebnicą, Towarzyszką drogi i Pośredniczką każdej łaski. Opiekuje się Kościołem w każdej duszy ludzkiej. Rodzi nadal Chrystusa w duszach, karmi Go. Potrzebna jest do rozrostu i budowania Ciała Kościoła, jak potrzebna była do rozwoju Chrystusowego Ciała.

     Kościół, mistyczne Ciało Chrystusa, nie może istnieć bez Maryi, jak nie mógł bez Niej istnieć Jezus i Jego Ciało. Nie może bez Niej żyć i działać, jak nie mógł bez Niej żyć i działać Chrystus.

     Jest tak samo potrzebna i konieczna Kościołowi, jak była konieczna i potrzebna Chrystusowi, bo przecież Kościół jest tym samym, idącym przez wieki Chrystusem, a Chrystus potrzebuje Maryi, potrzebuje wciąż Matki.

     Kościół jest maryjny, bo cała Trójca Święta jest maryjna.

     I maryjnym musi być każdy członek Kościoła, mistycznego Ciała Chrystusa, jeśli chce być żywym członkiem (a nie umarłym), Chrystusowym i Bożym.

     Jest wolą Boga, jest wolą Kościoła świętego, by to najwspanialsze dzieło Trójcy Świętej – Maryja, żyła w pracy Kościoła. Skoro stanęła na Kalwarii po prawicy Zbawcy, skoro zasiadła po prawicy Króla – Zwycięzcy śmierci, musi i w pracy Kościoła stanąć na progu każdej duszy” (Na drogach zawierzenia, str. 73-74).

     Wielką radością dla kardynała Wyszyńskiego było ogłoszenie Maryi Matką Kościoła.

     W jaki sposób kardynał Stefan Wyszyński przeżywał ogłoszenie Maryi Matką Kościoła, dowiadujemy się z przekazanego nam przez Marię Okońską świadectwa księdza arcybiskupa Baraniaka. Mówił on:

     „Gdy Papież wypowiadał słowa: Proclamamus Mariam Matrem Ecclesiae - Ogłaszam Maryję Matką Kościoła – wszyscy biskupi zerwali się z miejsc i zaczęli klaskać z ogromnej radości, długo i żarliwie. Ciągle patrzyłem na Ojca. Ojciec stał, miał twarz zasłoniętą rękami; między palcami spływały łzy. Widziałem, że był ze wszech miar wstrząśnięty. Dokonywała się jego umiłowana sprawa, przeogromna chwała Maryi, którą on ukochał i za którą gotów był poświęcić wszystko”.

     Ogłoszenie Maryi Matką Kościoła było dla Księdza Prymasa potwierdzeniem, że maryjna droga obrony wiary jest ze wszech miar słuszna i zwycięska.

     „Obecność Maryi jest nie tylko historyczna. Ona nie skończyła swego zadania wtedy, gdy Chrystus zawisł na krzyżu. Przeciwnie, Jej zadanie zaczęło się wtedy na nowo, gdy usłyszała: „Oto syn Twój – Oto Matka Twoja”. Znalazła się znowu w środku działań zbawczych Chrystusa ożywiającego i uświęcającego. I tak jak ongiś w raju, na pierwszym poziomie zbawienia i uświęcenia ludzkości Bóg powiedział do pierwszej pary, Adama i Ewy: „Czyńcie sobie ziemię poddaną” – wy oboje, tak na drugim, nadprzyrodzonym poziomie, mamy znowu Tych Dwoje: Jezusa i stojącą pod Jego krzyżem Matkę. Będzie się to dalej powtarzać w dziejach odkupionej ludzkości (Maryja w tajemnicy Kościoła, str. 117).

     Kardynał Wyszyński, wczuwając się w głody i tęsknoty współczesnego człowieka, szukał lekarstwa. Znalazł je w sercu Matki.

     „Zapewne, Maryja działa mocami Chrystusa i jest cała dla Niego. Ma stać wytrwale przy Nim, nie tylko w Betlejem, w Nazaret, w Egipcie, na drodze Krzyżowej i na Kalwarii, ale w całym dziele Kościoła Bożego, przedziwnie obecna w misterium Chrystusa i Kościoła.

     Stąd czujemy Ją tak blisko! Odczuwamy coraz lepiej i głębiej Jej macierzyńską, czujną obecność. Im bardziej świat staje się stechnicyzowany, im bardziej się materializuje, wyzwalając się z wartości nadprzyrodzonych i Bożych, tym więcej czuje się osierocony, samotny, bezdomny, bezrodzinny, pozbawiony tego, co ojcowskie i macierzyńskie.

     Wtedy człowiekowi jest trudno i boleśnie. Widzimy to w wielkich katastrofach ludzi pozbawionych Boga, którym odebrano wiarę. Budzi się w nich tęsknota za macierzyństwem, za bliskością serc. Tak też będzie i nadal… Im bardziej na horyzoncie życia i bytu ludzkiego panować będzie siła materialna, przemieniająca się w walkę fizyczną wszystkich ze wszystkimi, tym więcej budzić się będzie w człowieku tęsknota za czymś ludzkim, co jest wolne od siły, żelaza, stali, pięści, przemocy i nienawiści.

     W czasach gdy kierunki rozwojowe współczesnej ludzkości tak bardzo odrywają ją od Chrystusa i Jego Matki, Kościół Soboru Watykańskiego II pokazuje nam żyjącego w Kościele Chrystusa i obecną w misterium Chrystusa i Kościoła, Matkę.

     Światu potrzeba Matki! Matka Jezusa Chrystusa przewidziała tę tęsknotę Rodziny ludzkiej i dlatego w Magnificat śpiewała: „Odtąd błogosławiona zwać mnie będą wszystkie narody” /Łk 1, 48/. Rzecz znamienna, że im więcej ludzie, zda się, odbiegają od Boga, tym bardziej na horyzoncie wieku XX ukazywana jest Maryja” (Matka Syna Człowieczego, str.150).

     Więź z Maryją w Kościele uważał Ksiądz Prymas za znak dojrzałej maryjności, zgodnej z Bożym planem zbawienia.

     „Kościół jest Chrystusowy i Maryjny. Był taki od początku, ale my dopiero teraz głębiej to rozumiemy, gdy Sobór wprowadził do Konstytucji dogmatycznej o Kościele mariologię, przypominając nam doniosłą prawdę, że Maryja zawsze w Kościele stoi przy swoim Synu. Byłoby wielkim błędem, gdybyśmy chcieli dokonać „rozwodu” – w Kościele zostaje tylko Chrystus, a Maryja odchodzi do historii. Nie, Ona jest zawsze; jest i dzisiaj. Jeżeli mówimy: Maryja jest Matką Kościoła, to musimy pamiętać również o innej wypowiedzi Soboru, że Ona prowadzi nas do Kościoła. Już w Kanie zalecała uczniom: „Cokolwiek wam każe (Syn mój), czyńcie”.

     Nowoczesna mariologia jest więc wybitnie eklezjologiczna. Dzisiejsza maryjność prowadzi za Maryją do Kościoła. Mamy więc nie tylko oddawać cześć Matce Najświętszej, głosić Jej chwałę, ale stanąć przy Niej i pomagać Jej w wypełnianiu zadania, które wyznaczył Jej Chrystus. Jak z woli Boga – biskupi, kapłani, zakonnicy, rodzice, młodzież, wszyscy pomagają Chrystusowi do wypełnienia Jego zbawczego zadania w Kościele Bożym, tak też – winniśmy wszyscy pomagać Maryi.

     Miała Ona swoich „pomocników” w stajni betlejemskiej i w dniu Epifanii, w Kanie i na drodze krzyżowej, na Kalwarii, na Górze Oliwnej i w Wieczerniku Zielonych Świąt. Było to otoczenie życzliwe, przyjazne, wczuwające się w zadania, jakie wyznaczył Jej Chrystus i współdziałające z Nią. I dziś potrzebuje Maryja takiego otoczenia, które by Ją wspierało w wypełnieniu zadania wyznaczonego Jej w Kościele Bożym przez Chrystusa” (Maryja w tajemnicy Kościoła, str. 137).

     To jest zadanie dla nas, zwłaszcza dzisiaj, gdy moce zła jakby się sprzysięgły, aby oderwać człowieka i rodzinę ludzką od Boga.

     Często zastanawiamy się, jak pomóc naszym dzieciom, wnukom, naszym rodzinom i Polsce. Słowa niekiedy nie pomagają. Wprost przeciwnie. Jaka jest nasza odpowiedź? Przejść obojętnie, zamilknąć? Nie. My mamy inną odpowiedź – oddać się Matce Bożej, być Jej niewolnikiem, zakładnikiem za zbawienie ludzi, za prawdziwą wolność Kościoła. To jest specyfika naszego ruchu Pomocników Matki nieustannie obecnej i działającej nie tylko kiedyś, ale także dzisiaj, teraz we wspólnocie Kościoła, której jest Ciałem Jej Syn.


Anna Rastawicka

 
 

Kalendarz

wrzesień 2017
P W Ś C Pt S N
28 29 30 31 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 1